Lagerkommandant Salomon Morel

Der wegen mehrfachen Mordes von der Kattowitzer Staatsanwaltschaft gesuchte Salomon Morel erhält angeblich laut Medienberichten eine monatliche Bruttorente von etwa 1.250 Euro. Morel, der in den 1990er Jahren nach Israel floh, war 1945 Kommandant des berüchtigten Nachkriegslagers "Zgoda" bei Schwientochlowitz. Warschau bemüht sich seit Jahren bei den israelischen Behörden vergebens um eine Überstellung nach Polen.

Katowice, 19th December 2003

Communiqué

On 19th of December 2003 the Katowice District Court complied with the motion of the Katowice Divisional Commission for Prosecution of Crimes against the Polish Nation and issued a resolution for the provisional arrest of seven days of Salomon Morel. Salomon Morel is a suspect in that between  February 1945 and November 1945 in Świętochłowic, as an officer of Public Security Ministry, Department of Prison System and as the Governor of the Labor Camp in Świętochłowic Zgoda he committed crimes against humanity, constituting a communist crime, against prisoners held in the camp for nationalistic and political reasons.

The prisoners of Zgoda camp had been dying due to sustained injuries, but most of the 1695 deceased prisoners died due to the epidemic of dysentery, typhus and typhoid fever which resulted from hunger and bad sanitary conditions in the camp.

As the Governor of Świętochłowic Zgoda Camp, in which prisoners were kept for nationalistic and political reasons, Salomon Morel is charged with creating unbearable life conditions threatening of biological annihilation in the manner that:

*

he starved the prisoners - providing drastically law food rations,
*

he deprived the prisoners of the basic medical care and hygienic means, what resulted in epidemic of dysentery, typhus and typhoid fever as well as in pediculosis,
*

he tortured the prisoners personally and tolerated his subordinates torturing of prisoners in the manner that:
o

prisoners were beaten all over their body, including their head, with hands or by kicking or beating by means of items such as: clubs, chair’s legs, rubber batons, cables, tubes covered with rubber, metal sticks and wooden stools, what often resulted in heavy injuries and death;
o

prisoners were kept for hours in a dark cell, where they had to stand in water reaching their chest, what sometimes resulted in death by drowning;
o

prisoners had to form so-called pyramid, where a dozen of prisoners had to lie one on another, what, in case of prisoners lying in the lower levels, resulted in heavy internal injuries and death;
o

prisoners were forced to lie on the ground so that the officers would walk on them, which resulted in heavy injuries and often in death. 

Secondly, Salomon Morel is charged with physical and psychological abuse of the prisoners in the matter that he was, inter alia:

*

beating the prisoners;
*

forcing the prisoners to lick up coal dust from the floor;
*

forcing the prisoners to beat each other – e.g. there are two revealed cases of forcing father and a son to beat each other;
*

forcing the prisoners to stand for a long time outside often in bad whether conditions;
*

forcing the prisoners to sing nazi songs and beating the prisoners for not knowing the lyrics. 

Salomon Morel was often beating the prisoners both with his hands as with the gun’s butt, a baton or a stool. In his presence other officers were often beating the prisoners.
Already in 1945 Salomon Morel’s superiors from Ministry of Public Security – Prison System Department affirmed his responsibility for the spread of epidemic and penalized him for 3 days of house arrest. As the disclosed documents show, the Zgoda camp had been recognized as the source of epidemics spreading in other camps, to which Zgoda prisoners were transported.
Salomon Morel is 84 now and he lives in Israel. The files of Salomon Morel case as well as the motion of extradition will be soon passed to the National Prosecutor’s Office.

With regard to untrue information about the Salomon Morel’s case which were revealed in media I hereby inform:
Neither Salomon Morel nor a member of his family was in Auschwitz Concentration Camp or any other camp. Already in 1991 Salomon Morel was interrogated by the District Commission for Research of Crimes against the Polish Nation; in 1992 Morel left Poland and went to Israel where he joined his daughter. Not earlier then in May 1995 the District Commission had passed the case files to the then Wojevodship Prosecutor’s Office in Katowice, which issued a decision to accuse Salomon Morel in September 1996. Thus Salomon Morel left Poland when media publicized his case, 4 years before issuing the decision to accuse him. At present the number of prisoners deceased in Œwiêtoch³owice Zgoda amounts to 1695. There are no information about the fact that Salomon Morel posses Israel citizenship, but it is certain that he has valid Polish passport.


Prosecutor Ewa Koj

Head of Divisional Commission
for Prosecution of Crimes against the Polish Nation

Wizerunek kata

Pochodzil z niewielkiego polskiego miasteczka Grabowo i nazywal sie Salomon Morel.

Jakie przezycia, doswiadczenia i uwarunkowania genetyczne decyduja, ze czlowiek staje sie nieludzki? Czy w kazdym z nas drzemie potencjalna bestia? Czy gdzies w zakamarkach duszy i umyslu ludzkiego istnieje cos w rodzaju instynktu barbarzynskiego? Jaka trzeba przebyc droge, aby z ofiary stac sie katem? To ostatnie pytanie bedzie chyba najbardziej istotne w niniejszym szkicu. Wiek XX bowiem, jak okreslil to kiedys Prymas Tysiaclecia, byl wiekiem totalizmow. System totalitarny, zarowno brunatny, jak i czerwony, budowali nie tylko Hitler, Lenin, Stalin, Himmler, lecz dziesiatki pomniejszych wykonawcow ich zbrodniczych koncepcji. Niniejszy tekst bedzie proba ukazania jednego z funkcjonariuszy systemu totalnego. Czlowieka, ktorego juz samo nazwisko, wywoluje do dnia dzisiejszego przerazenie u ofiar jego „skutecznej pracy”.

„Partyzant”

To ze byl Zydem akurat nie dowodzi niczego. Ostatecznie bowiem w Urzedzie Bezpieczenstwa Publicznego bylo wielu rodowitych Polakow, ktorych czyny trudno ocenic inaczej, anizeli jako zbrodnicze.
Nie wiadomo do konca, w jaki sposob Morel przetrwal okupacje hitlerowska i zaglade Zydow. Po wojnie, bedac oficerem UB opowiadal rozne wersje. W jednej glosil, ze byl przesladowany w nemieckich obozach koncenracyjnych, co nie bylo zgodne z prawda, poniewaz w zadnym obozie nie przebywal. Amerykanski dziennikarz (zreszta zydowskiego pochodzenia) John Sack w ksiazce „Oko za oko” podaje, ze rodzina Morela zostala zlikwidowana rzekomo przez polskich kolaborantow, a brat Salomona zastrzelony (bedac podobnie jak on w partyzantce) przez Polakow. Owszem, po wojnie Morel maltretujac Polakow utrzymywal, ze jego brata zamordowali Polacy. Nie powiedzial tylko dlaczego...
W istocie bowiem Morelowa partyzantka byla zwykla kilkuosobowa banda pzestepcza, dzialajaca na Lubelszczyznie i „zyjaca” glownie z gwaltow i rabunkow. Tak przynajmniej stwierdzil Mateusz Wirwich, autor znakomicie udokumentowanej ksiazki „Lagier Jaworzno”. Wyrwich podaje, ze brata Morela za pospolite rabunki zlikwidowali ludzie Grzegorza Korczynskiego (Kilianowicza) z komunistycznej Armii Ludowej. Natomiast Salomonowi udalo sie uniknac losu brata i w ten sposob trafil do grupy Korczynskiego. Przez kilka miesiecy obieral ziemniaki w „brygadzie”. W 1943 roku skorzystal z okazji i uciekl do Zwiazku Sowieckiego, skad wrocil na ziemie polskie kilkanascie miesiecy pozniej.

Krwawy debiut

Krotki pobyt w Sowietach pozwolil Morelowi na poznanie prawdziwej wladzy w tym kraju. Wiedzac lub domyslajac sie, jak bedzie wygladala „nowa” Polska wstapil do Urzedu Bezpieczenstwa. Szybko zostal mianowany komendantem obozu w Swietochlowicach. Teoretycznie miejsce to przeznaczono dla „volksdeutschow” i „faszystow niemieckich”, w praktyce przetrzymywano tam wielu Slazakow oraz Niemcow, nie posiaajacych nic wspolnego ze zbrodniami gestapo, SS i eksterminacja w obozach zaglady. Decydowala odpowiedzialnosc zbiorowa.
Wspomniany juz wyzej John Sack poswiecil 7 lat na badania archiwalne, zbieranie relacji i dokumentacji na temat bardzo malo znanych zbrodni dokonywanych na Niemcach przez funkcjonariuszy bezpieczenstwa pochodzenia zydowskiego. Zebrany material w znacznej czesci zawiera opis sadystycznych mordow, maltretowania oraz eksterminacji wiezniow. Ze wzgledu na wstrzasajace opisy i relacje, wszystkich zainteresowanych odsylam do ksiazki „Oko za oko”. Nie wiadomo do dnia dzisiejszego jaka jest liczba zamordowanych przez Morela i zaloge obozu. Z licznych relacji wnika, ze mordowal on osobiscie. Ulubiona jego metoda bylo masakrowanie czaszki nieszczesnika drewniana noga stolka...
W Swietochlowicach, calkiem mozliwe, ze w wyniku wyczynow Morela i jego ludzi, usmiercono kilka tysiecy osob. Wielu z nich ze zbrodniami nazizmu nie mialo nic wspolnego. Eksterminowano za jezyk, ktorym sie poslugiwali, lub za zamieszkiwanie na Slasku.

Jaworzno: eksperyment na wielka skale

Towarzysze z bezpieki i partii doceniajac zapal i gorliwosc Morela, powierzyli mu nowe, „zaszczytne” zadanie. Mianowano go komendantem specjalnego obozu dla niepelnoletnich i mlodocianych wiezniow politycznych w Jaworznie. W zamysle „specjalistow” z bezpieki mial to byc nowatorski, oparty o „sprawdzone” sowieckie metody, oboz.
Socjalistyczna resocjalizacja miala objac mlodocianych, „politycznych” - czlonkow mlodziezowych szkolnych i akademickich organizacji konspiracyjnych i antykomunistycznych. Za kilka ulotek, wypisanie na murze antybolszewickiego hasla otrzymywali po kilka lub kilkanascie lat wiezienia. W aresztach bezpieki przechodzili katusze sledztwa polaczone z torturami. Propaganda na ogol nazywala ich bandytami i wykolejencami.
Progresywne wiezienie dla mlodocianych w Jaworznie umieszczono na terenie pohitlerowskiego obozu. Po roku 1945 w obozie wieziono Slazakow i Niemcow. Od 1947 roku, w ramach akcji Wisla, w transportach zaczeto zwozic Ukraincow. Dla wielu z tych ludzi wspomnienia obozowe, mialy pozostac ostatnimi w zyciu.
Czy oboz w Jaworznie mial przetracic kregoslupy tej hardej i jednoczesnie jakze polskiej mlodziezy? Czy tez towarzysze z bezpieczenstwa mieli inne, ukryte cele? Niejaki Roman Z., eks-oficer MBP ktoremu podlegal oboz w Jaworznie, otwarcie powiedzial autorowi o prawdziwych celach inicjatorow powstania obozu:
Mieli byc naszymi poddanymi, donosicielami, gotowymi pod wplywem strachu sprzedawac najblizszych i przyjaciol. Po latach „cwiczen” w obozie, rozeslani do miast, mieli tworzyc legiony kapusiow, wzmacniajac w ten sposob urzedy bezpieczenstwa, ORMO i milicje. Chciano z nich zorganizowac kadre niskoplatnych donosicieli. Ale najpierw miano zlamac ich morale, odmozgowic, wzdrzec dusze, przekonac ze polskie harcerstwo to ostoja reakcji, Pilsudski byl agentem austriackim, a dowodcy AK poplecznikami gestapo.
To bylo jedno z zadan Morela. Inne to: wpajanie permamentnego strachu, pozbawianie mlodych ludzi jakichkolwiek nadziei, lamanie godnosci i charakteru. Stosowal rozne metody.

Wy bandyci

Wysoki barczysty kapitan byl szybko zapamietywany przez wiezniow. Pierwsze transporty mlodocianych wiezniow politycznych trafily do Jaworzna wiosna 1951 roku. Salomon Morel zawsze wital nowo przybylych. W ksiazce „Lagier Jaworzno” sa relacje opisujace transporty do obozu. Jeden ze skazanych, Ryszard Mateusz, tak wspominal pierwsze zetkniecie z Morelem:(...) W mowie powitalnej, pelnej wulgarnosci rzekl: Wy bandyci. Przybyliscie tutaj aby ciezka praca zrehabilitowac sie za zbrodnie popelnione wobec Polski Ludowej. Tu obowiazuje bezwzgledna karnosc i posluszenstwo wobec przelozonych. Ten, ktory bedzie sie sprzeciwial regulaminowi - zginie!
Morel czesto i chetnie uzywal epitetu „bandyci”. Jeden z „jaworzniakow” Mieczyslaw Pawlowski zapamietal, ze: (...) Kiedy przyjechalismy do obozu, Morel stanal w rozkroku jak gestapowiec i zapytal nas za co siedzimy. Jeden z kolegow powiedzial, ze za dzialalnosc polityczna. Morel wydarl sie: Polityczni to byli przed wojna. Wy jestescie bandytami! W jednym z numerow pisma mlodocianych wiezniow „Jaworzniacy” ukazala sie podobna relacja Witolda Czerwinskiego: (...) Jestem naczelnikiem wiezienia w Jaworznie. Zaraz wam powiem po co tu przyjechaliscie. Teraz spojrzcie w gore i popatrzcie na blekitne niebo. (...)No, przyjrzeliscie sie? To dobrze, bo chcialem wam powiedziec, ze nikt z was nie zobaczy tego nieba na wolnosci. Tu zdechniecie. Ja osobiscie dopilnuje, zebyscie zdychali na suchoty. Na dowod tego, ze mowie prawde przeczytam kilka nazwisk z tego transportu. Te osoby prosto z tego miejsca pojda do bunkra na 14 dni.
Potem bil wiezniow, gdy twierdzili, ze siedza za dzialalnosc polityczna. Bil do tej chwili, gdy stwierdzili, ze sa bandytami. „Byliscie w bandach i jak bandyci bedziecie tu traktowani”. Prawdopodobnie po dwoch latach Salomon Morel zostal odwolany z stanowiska komendanta obozu, choc do 1956 roku nadzorowal Osrodki Pracy dla Wiezniow. Przez Jaworzno w latach 1951-1956 przeszlo ok. 10 tys. wiezniow.

Niedoszly azylant

Przez dlugie lata o Jaworznie i Salomonie Morelu nie mozna bylo mowic, ani pisac. Rabka tajemnicy uchylono dopiero po 1989 roku. Slaska reporterka Grazyna Kuznik dotarla do Morela, starszego pana mieszkajacego w jednym ze specyficznych osiedli Katowic, zamieszkalych glownie przez eks-funkcjonariuszy rozmaitych peerelowskich sluzb mundurowych. Uslyszala: Dzisiaj nie powinno sie w ogole wracac do tamtych spraw. To powinno byc zakazane. Zadam, aby o tym nie pisac.
Na poczatku lat 90-tych Glowna Komisja Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu wszczela dochodzenie przeciwko Morelowi w zwiazku z jego dzialanoscia w Swietochlowicach. Kilka miesiecy pozniej Morel wyjechal z kraju. Widziano go w Szwecji, gdzie przedstawial sie jako ofiara nagonki antysemickiej! Azylu politycznego nie otrzymal, a szczegolne zainteresowanie prasy szwedzkiej i niemieckiej jego osoba spowodowalo, ze musial opuscic ten kraj. Potem przez pewien czas przebywal w Izraelu, gdzie usilowal zalatwic, przez bylych ubowcow zamieszkalych w tym kraju, staly pobyt i emeryture. Plany te spelzly na niczym i swoja odyseje Morel zakonczyl w Polsce. Mimo, ze w tej chwili nie jest poszukiwany przez prokurature, ukrywa sie. Przez jakis czas mieszkal w Opolu, u swego zastepcy z Jaworzna - Franciszka P.

Opracowano na podstawie artykulu Dariusza Goszczynskiego:Wizerunek kata, Nasza Polska 12.09.1996
http://homepage.interaccess.com/~netpol/POLISH/public/mor.html

 

Oswiadczenie Prokuratora w sprawie Salomona Morela
PROKURATURA WOJEWODZKA


w Katowicach

Sygn. akt V Ds 67/95/S

Katowice, dnia 30 sierpnia 1996 roku


Wydzial Sledczy tutejszej Prokuratury kontynuuje sledztwo w sprawie zbrodni popelnionych w Obozie Pracy w Swietochlowicach-Zgodzie w roku 1945. Sledztwo to zostalo zarejestrowane pod sygn. V Ds 67/05/s.

Sledztwo to zostalo wszczete w dniu 10 lipca 1992 roku przez Okregowa Komisje Badania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach. W jego toku zebrano obszerny material dowodowy - przesluchano bowiem wszystkich ustalonych swiadkow majacych istotne informacje w sprawie, jak rowniez material dokumentacyjny i faktograficzny - potwierdzono zgon 1538 osob zmarlych we wspomnianym Obozie.

Postanowieniem z dnia 16 maja 1995 roku Komisja wydala postanowienie o przekazaniu sprawy do dalszego prowadzenia tut. Prokuraturze Wojewodzkiej, poniewaz, w jej ocenie, zaistnialy przeslanki do przedstawienia owczesnemu Komendantowi Obozu Salomonowi Morelowi zarzutu zbrodi przeciwko ludzkosci.

Ustalono bowiem, ze w okresie drugiej wojny swiatowej, na terenie miasta Swietochlowice istniala filia obozu koncentracyjnego w Osiwecimiu, ktorej wiezniowie zatrudnieni byli miedzy innymi w miejscowych Zakladach Urzadzen Technicznych "Zgoda".

Bezposrednio po wyzwoleniu Slaska spod okupacji hitlerowskiej, co mialo miejsce w okresie drugiej i trzeciej dekady stycznia 1945 roku, owczesne wladze polskie reaktywowaly oboz i zaczely osadzac w nim ludnosc miejscowa, a w szczegolnosci Niemcow oraz tych obywateli polskich, ktorzy w czasie wojny zglosili swa przynaleznosc do narodowosci niemieckiej, podpisujac stosowne deklaracje, tzw. "Volkslisty". Nadto w obozie umieszcano wszystkie osoby podejrzane, mniej lub bardziej zasadnie, o wrogi stosunek do owczesnej rzeczywistosci. Bezwzgledna przyczyna umieszczenia w obozie bylo domniemanie, oparte niekiedy na przypuszczeniach lub donosach innych osob o przynaleznosci podejrzanego do partii, badz innej organizacji faszystowskiej, w tym do orgamizacji mlodziezowych, takich jak "HJ" ("Hitlerjugend") lub "BDM" ("Bund Deutscher Maedel").

Decyzja o otrzymaniu i osadzeniu w obozie zalezala od swobodnego uznania funkcjunariuszy sluzby bezpieczenstwa (UB) lub powstajacych w tym czasie organow Milicji Obywatelskiej. Nie byla ona poparta zadnymi formalnymi orzeczeniami organow sadowo-prokuratorskich.

W wyniku tej dzialalnosci organow bezpieczenstwa w obozie w Swietochlowicach zwanym Swietochlowice-Zgoda, znalazlo sie - przyjmujac szacunkowo z uwagi na brak scislej ewidencji - okolo 3000-3500 osob, z czego na skutek roznych przyczyn zmarlo co najmniej okolo 1600 osob.

Oboz istnial od okolo polowy lutego do konca listopada 1945 roku, czyli okolo dziesieciu miesiecy. Przez caly okres istnienia obozu jego komendantem byl Salomon Morel.

Oboz Swietochlowicki skladal sie z 7 barakow drewnianych podmurowanych, oraz jednego budynku murowanego, w ktorym miescila sie komenda obozu. Kazdy barak byl przedzielony na pol, tworzac dwie orgromne sale. W kazdej z nich znajdowalo sie 21 trzypietrowych pryczy drewnianych. Jak zgodnie zeznaja wszyscy przesluchani swiadkowie, na jednej pryczy umieszczano 3 wiezniow. Fakt ten pozwala na orientacyjne wylicznie ilosci wiezniow, ktora mogla jednorazowo przebywac w obozie.

Ilosc ta wyraza sie liczba 2.000 - 2.500 osob.

Caly oboz otoczony byl podwojnym pasmem drutu kolczastego bedacego pod napieciem elektrycznym. Zabezpieczenie z drutu pozostalo jeszcze z czasow hitlerowskich, o czym swiadczyly nie zlikwidowane tabliczki z napisem w jezyku niemieckim "Uwaga! Wysokie napiecie" i znakiem trupiej czaszki.

Jednoosobowe kierownictwo calego obozu spoczywalo na osobie komendanta Salomona Morela, ktory odpowiedzialny byl za istniejace w obozie warunki, a w szczegolnosci za los wiezniow.

Jak ustalono na podstawie przeprowadzonych dowodow z zeznan przesluchanych swiadkow, w obozie istnialy ekstremalnie zle warunki i to pod kazdym wzgledem, zarowno bytowo-socjalnym, jak i higieniczno-sanitarnym; nadto czlonkowie zalogi obozu, na czele z komendantem, dopuszczali sie licznych przypadkow znecania sie nad wiezniami, polegajacy glownie na biciu oraz przesladowaniu innymi sposobami, ktore opisali w swych zeznaniach poszczegolni swiadkowie. Przede wszystkim w obozie panowal glod, gdyz calodziennym wyzywieniem byla czarna kawa zbozowa oraz okolo 125 gramow chleba, wydawane rano i wieczorem, natomiast obiad stanowila zupa z burakow pastewnych, zwana, ze wzgledu na swa konsystencje, wodzianka.

Warunki sanitorno-bytowe byly fatalne, bowiem wiezniowie spali po trzech na jednej pryczy, bez siennikow i kocy, we wlasnych ubraniach, w ktorych zostali doprowadzeni do obozu. Zle warunki bytowe oraz sanitarne spowodowaly wybuch olbrzymiej epidemii tyfusu plamistego oraz brzusznego, a takze czerwonki, zwanej dyzenteria. Epidemia tych chorob nasilila sie od czerwca 1945 roku i trwala w zasadzie do konca istnienia obozu, choc w koncowym okresie jej nasilenie malalo. Dopuszczenie do wybuchu epidemii, a nastepnie niezapobieganie rozprzestrzenianiu sie tyfusu, chociazby przez odwszawienie wiezniow, brak warunkow do izolacji, a takze brak podstawowych warunkow sanitarnych oraz wlasciwej opieki medycznej, przy panujacej w obozie ciasnocie (trzy osoby na jednej pryczy), powodowaly blyskawiczny i niepohamowany rozwoj epidemii, co doprowadzilo do masowych zgonow, ktorych ilosc dochodzila w okresie nasilenia epidemii do 20-30 przypadkow dziennie.

Zwloki zmarlych wywozono z terenu obozu na furmance przykrytej plandeka o grzebano na kilku okolicznych cmentarzach, glownie na terenie tzw. starego cmentarza w Swietochlowicach, w mogilach zbiorowych, nie oznakowanych. Nagie zwloki ukladano warstwami, posypujac je wapnem, zas groby rownano z powierzchnia ziemi. Czynnosci zwiazane z wywozeniem i grzebaniem zmarlych wykonywali wiezniowie, z ktorych kilku wspomina o tym w swych zeznaniach.

Doprowadzenie do wyzej opisanego stanu rzeczy, ktory byl przyczyna smierci w obozie co najmniej okolo 1600 osob, obciaza komendanta obozu Salomona Morela, niezaleznie od odpowiedzialnosci za indywidualne przypadki znecania sie nad wiezniami.

Wszystkie opisane okolicznosci wynikaja z zeznan przesluchanych w toku dotychczasowego sledztwa oraz zebranych w sprawie materialow dokumentacyjnych.

PROKURATOR WOJEWODZKI

Piotr Gojny

Prokurator Prokuratury Apelacyjnej

 

Po obozie śmierci w Świętochłowicach pozostały już tylko słupy z czerwonej cegły. Reszta porosła chwastami zapomnienia. Ale to właśnie tu, zaledwie w ciągu 7 miesięcy 1945 roku zamordowano około 2500 dzieci, kobiet i mężczyzn. Większość ofiar pochodziła ze Śląska i została oskarżona o "narodowość niemiecką" lub o "niechęć do nowej władzy". Dziś też wiadomo, że z nieznanych przyczyn za drutami obozu znaleźli się także Holendrzy i Szwajcarzy. Do tej pory prokuratura w Katowicach udokumentowała śmierć 1538 więźniów. Za każdą z tych ofiar odpowiedzialny jest Salomon Morel - komendant obozu koncentracyjnego.

Salomon Morel, polski Żyd, urodził się w 1919 roku w miasteczku Grabowo. Tak więc w czasie wybuchu wojny miał 20 lat. Przez długi czas nie bardzo było wiadomo, jak przetrwał piekło Holokaustu choć sam zainteresowany zawsze utrzymywał, że był więźniem Oświęcimia i tylko "cudem" przeżył. Dziś wiadomo, że Salomon Morel kłamał bowiem nigdy nie znajdował się w czasie wojny w żadnym z niemieckich obozów koncentracyjnych.

Kiedy Niemcy rozkazali Żydom przenieść się do getta, rodzina Morelów zaczęła się ukrywać. Pierwsze lata przetrwania zawdzięczali polskiej rodzinie Tkaczyków, na jednej z lubelskich wsi. Zresztą w 1983 roku Józef Tkaczyk, za uratowanie Morelów został odznaczony medalem "Sprawiedliwy wśród narodów świata". Ukrywanie się w podziemnym bunkrze nie odpowiadało jednak Salomonowi i jego bratu. Ponieważ czasy były burzliwe a i o broń stosunkowo łatwo, wkrótce zorganizowali bandę przestępczą, rabującą już nie tylko żywność ale także kosztowności przy okazji gwałcąc kobiety. Banda była na tyle brutalna i aktywna, że zwróciła na siebie uwagę polskiego podziemia. Skończyło się to rozbiciem gangu, zastrzeleniem brata choć sam Salomon zdołał umknąć. Po niedługim czasie wypłynął ponownie, tym razem jako "partyzant" komunistycznej grupy Armii Ludowej Grzegorza Korczyńskiego (Kilianowicza).

W 1943 roku Salomon Morel przedostał się do Związku Sowieckiego. Co tam robił, nie wiadomo. Jedno jest pewne, wrócił do Polski jako pracownik Urzędu Bezpieczeństwa i rozpoczął swą krwawa "karierę" jako funkcjonariusz więzienny na Zamku Lubelskim, gdzie przetrzymywano i mordowano żołnierzy Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych, Wolności i Niepodległości itd. Musiał nieźle przysłużyć się sowieckim mocodawcom bowiem wkrótce został mianowany komendantem obozu koncentracyjnego w Świętochłowicach.

Sam obóz teoretycznie był przeznaczony dla volksdeutschów i "faszystów niemieckich" a w rzeczywistości znajdowali się tam głównie mieszkańcy Śląska i cywile niemieccy, jako że obowiązywała odpowiedzialność zbiorowa. Metody eksterminacji były typowe: potworny głód (125 g chleba - [dwie kromki] na cały dzień i chochla cienkiej zupy stanowiło całe pożywienie). Do reguły należało przetrzymywanie więźniów na placu apelowym -12 godzin stania na mrozie, deszczu lub upale. Wskutek świadomych działań nie zabezpieczono odpowiednich warunków sanitarnych, w związku z czym wkrótce w obozie wybuchła epidemia tyfusu i dyzenterii. Według zeznań świadków, dziennie umierało 20 - 30 osób. Sam Morel też był aktywny w bezpośrednim procesie mordowania. Jego ulubioną "zabawą" było masakrowanie głowy ofiary przy pomocy drewnianej pałki. Jak sam często mawiał, amunicja była zbyt kosztowna do pozbawiania życia. Nagie zwłoki ofiar posypywano wapnem i zakopywano w okolicznych cmentarzach w nie oznakowanych zbiorowych mogiłach. Potem mogiły równano z ziemią.

Nowa władza komunistyczna szybko zorientowała się w możliwościach Salomona Morela. Powierzono mu nowe zadanie, tym razem komendanturę obozu koncentracyjnego w Jaworznie. Był to obóz pohitlerowski, gdzie po 1945 roku mordowano Niemców, Ślązaków, Ukraińców i Polaków. Tych ostatnich za najmniejsze uchybienia wobec reżymu komunistycznego - zwykle wystarczało zwykłe pomówienie. Nie chodziło przecież o znalezienie winnego - chodziło o rozprzestrzenianie terroru i w ten sposób zastraszenie całego społeczeństwa.

Pod koniec lat czterdziestych w Moskwie zapadła decyzja o skierowaniu do obozu koncentracyjnego w Jaworznie polskich dzieci. I tak, chyba po raz pierwszy w historii ludzkości powstał obóz koncentracyjny dla nieletnich.

Młodzieżowe organizacje antykomunistyczne powstawały zwykle w oparciu o, rozwiązane przez nową władzę, struktury przedwojennego harcerstwa. Należeli do nich mali patrioci ze szkół średnich choć nie brakowało także uczniów podstawówek. W ramach tzw. "Małej dywersji" były nawet zastępy dziewczęce, zwykle zajmujące się redakcją i kolportażem antykomunistycznych ulotek. Chłopcy zbierali broń, malowali na murach patriotyczne hasła a przede wszystkim organizowali się w grupy, które w niedalekiej przyszłości miały prowadzić zbrojną walkę z okupantem. Na skutek słabej znajomości zasad konspiracji oraz braku możliwości kontrwywiadu, organizacje młodzieżowe zwykle "wpadały" już po roku a najdalej dwóch latach działalności. Niemniej, jak stwierdza tajny dokument Ministerstwa Spraw Wewnętrznych z 1964 roku, w latach 1944 - 56 w Polsce istniało 475 nielegalnych organizacji młodzieżowych.

W tej sytuacji Urząd Bezpieczeństwa, wtedy jeszcze obsadzony sowieckimi oficerami, postanowił przeznaczyć obóz w Jaworznie dla małych, polskich patriotów. Zgodnie bowiem z nowym kodeksem karnym kara śmierci mogła być wykonana na dziecku, które skończyło 12 lat.

Zwykle, zaraz po zatrzymaniu, młodociani przeciwnicy sowietyzacji poddawani byli wielotygodniowym torturom. Miało to na celu wymuszenie zeznań ale także psychiczne załamanie. Do typowych metod należało bicie, kopanie buciorami po całym ciele, kneblowanie ust i wlewanie wody do nosa, wbijanie nogi od stołka w odbytnicę itd. Bodajże jednym z najbardziej powszechnych sposobów tortur było zamykanie więźniów w piwnicach, wypełnionych po pas wodą. Zostawiano ich tam na kilka dni. Zaśnięcie groziło utopieniem. Zachowały się relacje, opisujące ten sposób znęcania się nad, jakby nie było, małymi dziećmi. Po kilkutygodniowych badaniach zapadał wyrok - za namalowanie antybolszewickiego hasła można było dostać 10 lat, za ulotki 6 lat itd. Co charakterystyczne, młodocianych więźniów transportowano do obozu w Jaworznie w .....niemieckich mundurach. Obstawa wszem i wobec rozgłaszała, że oto konwojują niedobitki Hitlerjugend a samym więźniom, pod karą śmierci, zabraniano odzywać się w języku polskim.

Salomon Morel zwykł był osobiście "witać" młodych skazańców. Do repertuaru należało odmieniane na wszelkie możliwe sposoby słowo "bandyci", kazał też spoglądać w niebo, bo jak twierdził "czynią to ostatni raz, jako, że on, Salomon Morel osobiście dopilnuje, żebyście tu zdychali wolno na suchoty". Zapowiadał egzekucje za najdrobniejsze uchybienia wobec regulaminu obozowego a wszystko to gęsto było przetykane wulgarnościami rodem wprost z rynsztoka.

Jak wiemy dzisiaj, obóz miał spełniać dwa podstawowe zadania. Najbardziej upartych, a więc tych o niezachwianym patriotyzmie, trzeba było zlikwidować fizycznie zaś resztę złamać, wydrzeć duszę i wpoić zwierzęcy strach przed batem. Jak wyznał raz jeden z byłych oficerów Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego zaangażowany w pracę w Jaworznie:

"Mieli być naszymi poddanymi, donosicielami, gotowymi pod wpływem strachu sprzedawać najbliższych i przyjaciół. Po latach "ćwiczeń" w obozie, rozesłani do miast, mieli tworzyć legiony kapusiów, wzmacniając w ten sposób urzędy bezpieczeństwa." I to właśnie takie szatańskie zadanie wykonywał Salomon Morel. Często wzywał dzieci na przesłuchania i osobiście je bił kiedy na pytanie : kto ty jesteś? odpowiadały: więzień polityczny. Darł się przy tym, że polityczni więźniowie to byli przed wojną a tu, w Jaworznie, są tylko bandyci.

Dziś wiadomo, że przez obóz koncentracyjny w Jaworznie przeszło około 10 tysięcy polskich dzieci.

Sam Morel po około dwóch latach został odwołany ze stanowiska komendanta choć do roku 1956 nadzorował Ośrodki Pracy dla Więźniów.

Na początku lat 90-tych Główna Komisja Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu wszczęła śledztwo wobec niego. Zdążono go raz przesłuchać ale zanim postawiono konkretne zarzuty opuścił on Polskę. Widziano go w Szwecji gdzie starał się o azyl, przedstawiając się jako ofiara ......polskiego antysemityzmu. Azylu politycznego nie otrzymał, głównie dzięki zainteresowaniu jego osobą prasy niemieckiej, która chciała się dowiedzieć kilku szczegółów z jego pracy w obozie w Świętochłowicach. Zmuszony do kolejnej ucieczki zatrzymał się dopiero w Izraelu, gdzie zresztą mieszka do dziś.

Fakt, że Salomon Morel jest Żydem nic jeszcze nie znaczy. Każdy naród ma swoich zwyrodnialców i jak to zawsze mówiłem, wina może być tylko indywidualna. Nie mniej odmowa ekstradycji Morela z Izraela do Polski jest już inną sprawą. Co prawda, odmowa wydania zbrodniarza jest całkowicie zgodna z konstytucją Izraela, która zabrania ekstradycji swoich obywateli. Po drugie, zgodnie z kodeksem karnym Izraela, za ludobójcę może być uznany tylko ten, który zabijał Żydów. Poza tym, prawnicy izraelscy powołują się na 20 letni okres, po którym następuje przedawnienie. Problem tylko w tym, że to właśnie światowe organizacje żydowskie nie dopuściły do przedawnienia, i słusznie, zbrodni hitlerowskich. Tak więc, jak sądzę, czas najwyższy na rewizję pewnych założeń prawnych, szczególnie teraz, w dobie szalejącej Politycznej Poprawności. Krzywda ludzka bowiem ma wymiar ponad narodowy czy rasowy. A zacząć by trzeba od zaocznego procesu karnego przeciwko zbrodniarzowi w Polsce i przynajmniej pozbawieniu go na razie wszystkich praw obywatelskich. Pozwoliło by to przynajmniej na odebranie Morelowi emerytury. Taka bowiem do dnia dzisiejszego, w wysokości 2,5 tysiąca złotych, jest mu wypłacana przez katowicki Zakład Ubezpieczeń Społecznych.

Poza tym, Morel w Świętochłowicach i Jaworznie nie działał sam. Miał do dyspozycji spora grupę funkcjonariuszy MBP z czego część żyje do dziś i też pobiera wysokie emerytury. Jest coś odrażającego w tym, że wielu żołnierzy Armii Krajowej dziś ledwo wiąże koniec z końcem a ich prześladowcy żyją dostatnio. Kiedy w końcu Najjaśniejsza dźwignie się z kolan i uprzątnie polską ziemię ze śmieci?

Zbigniew Koreywo

http://www.starwon.com.au/~korey/morel.htm

 



recommendation

European Declaration 13 August 2003.

More
Polish
Français
Deutsch
Český


An Appeal for a Shared Responsibility for the Holy Land was signed by Polish Christians, Jews and Muslims on April 12th, 2002.

more
Deutsch
Français


Jewish Culture Center

Events taking place in Center For Jewish Culture, Krakow, Meiselsa Street no 17, in May.

More

PRESS REVIEW

[Nowe Państwo]
Commanding Officer Salomon Morel
09.02.2002/JS

When in February 1945 Salomon Morel became the commanding officer of the Swietochlowice camp, he introduced himself to the prisoners with the words: "I am a Jew and my entire family was killed; I survived Auschwitz, but the latter is nothing compared to what you will have to cope with. In this camp you will not be shot, as the Germans did it - you shall starve here". He did say the truth about the camp, but not about himself - Morel was never a prisoner of Auschwitz.

Already in 1944 Morel had organized military units of MO (the communist police) and worked for the prison management at the Lublin castle where members of the AK (the Home Army) were imprisoned. In Swietochlowice he was responsible for the Germans, the volksdeutsches, members of Hitler-organizations and other persons perceived as enemies by the new communist regime. Swietochlowice and other similar institutions were supposed to be only transitory camps. The communist authorities treated prisoners as traitors that needed to be reeducated and taught to live in the "new system". The propaganda campaign was carried out under the slogan of "chasing the nazis", however the vast majority of prisoners were average residents of Silesia who signed the volksliste driven by compulsion and fear (their ethnic situation was always complicated while all regimes demanded unambiguous declarations). Genuine collaborators escaped with the German army. Hence the creation of the camp was an act of retaliation (however it remains unclear - for what). The campaign started with the arrival of the Red Army in Silesia and the secret police, with the help of the NKVD and Soviet troops, started to arrest the Silesians.

The commanding officer Morel, along with his subordinates, created a system of repression that enabled differed ways of torturing the prisoners. The most frequent method was regular beating with wooden clubs, rubber hoses, legs of stools, even with crowbars (Morel set a "good" example himself). Special "events" took place during such anniversaries as Hitler's birthday or the day of the capitulation of Germany. Prisoners were first driven under the showers and later to the camp square. There they were ordered to lie down while groups of guards were literally trampling them. During the summer of 1945 epidemics of typhus, diphtheria and dysentery had spread. Poor housing conditions, lack of hygiene, hunger and a plague of lice and rats enabled the diseases to spread rapidly - with no attempts on the part of the camp management to stop them. During the most tragic period about thirty prisoners died daily; during the entire epidemic about 1600 prisoners had lost their lives.

After the epidemic was over the management started to release prisoners; a few hundred that remained were later transferred to the camp in Jaworzno. From Morel's behavior during the epidemic one can conclude that he simply did not want to stop it. Just on the contrary - the epidemic was a convenient (since a natural) means of eliminating the prisoners. From the 5000 people who arrived in the camp over 1850 died; apart from those who died as a result of the epidemic, many died after having been tortured and after unsuccessful attempts of escape; some committed suicide.

The case of Salomon Morel was firstly examined in the 90s. During that time he still lived in Silesia. When the story became public, Morel emigrated to Israel. In 1998 the Polish Ministry of Justice asked the Israeli authorities for an extradition - but without success. Morel still receives Polish pension and probably will never return to Poland.

Marek Klecel, Komendant Morel (The Commanding Officer Morel),
Nowe Państwo 1 (319), January 2002, p. 32-33

http://www.forum-znak.org.pl/index-en.php?t=przeglad&id=1119