Bergbau in OS

Pierwsza prywatna  kopalnia

 

Der neue Besitzer der jetzt priaten Grube
 

Unsere Grube

Die Schächte der Hedwigswunschgrube
Bereits im Januar begann in Hindenburg eine private Grube ihre Tätigkeit. Diese entstand auf der Basis des stillgelegten Förderungsbetriebes "Hedwig". Dies berichtet die Wochenzeitschrift "Glos Zabrza". Der Förderbetrieb "Hedwig" entstand seinerzeit aus der aufgelösten "Hedwigwunschgrube". Ideengeber dieses Unterfangens ist der Sejmabgeordnete der SLD (Bündnis der demokratischen Linken) Jan Chojnacki und die von ihm geführte Firma Siltech. Nach Schätzungen sollen in dieser Grube 250 Personen einen Arbeitsplatz finden. Die- Sache wurde publik, als von dieser Idee zunächst die regionalen und dann die gesamtpolnischen Medien berichteten. In dieser neuen Grube ist die Förderung von täglich eintausend Tonnen mit einem Jahresgewinn von 2,5 Millionen Zloty vorgesehen. Vorerst müssen jedoch 2 Millionen Zloty investiert werden. Sollte diese Idee jetzt tatsächlich realisiert werden können, dann wäre dies ein überregional herausragendes Ereignis. Der hier erfolgt die Inbetriebnahme einer Werk anlage, die wegen Unrentabilität berei geschlossen worden war. Hinzu kommt, da der damalige Werksdirektor pikanterwei Jan Chojnacki war. Dieser Umstand ruft die größten Emotionen unter den Parteifreunde hervor. Der Abgeordnete weist Vorwürfe jedoch von sich und sagt, er habe aus den vergangenen Fehlern gelernt. Er versichert, da der neue Betrieb regulär Steuern zahlen ui mehrere hundert Personen beschäftigen werde. Der Preis für eine Tonne Kohle wer nicht von den in anderen Gruben üblich Preisen abweichen. Wie wir erfahren habe erhielten die Initiatoren eine Konzession f sieben Jahre. Kein Ressort das über d Angelegenheit mitzuentscheiden hatte, hat Einwendungen erhoben. Wir wünschen d Initiatoren Erfolg in dem für Nachkriegspolen beispiellosen Unterfangen. KF

 

 
Rozmawiała: Urszula Węgrzyk


Zlikwidowana Kopalnia Jadwiga znów działa

 

- Wyliczyliśmy, że wszystko będzie opłacalne. Przy wydobyciu 250 tys. ton węgla w skali roku zysk brutto powinien wynieść około 2 mln zł - mówi poseł Jan Chojnacki, który uruchamia zlikwidowaną niedawno Kopalnię Jadwiga.

FOT. RAFAŁ KLIMKIEWICZ

BARBARA CIESZEWSKA

Aż trudno uwierzyć, że właśnie rusza zamknięta niedawno Kopalnia Jadwiga. Poseł Jan Chojnacki, przewodniczący SLD w Zabrzu, wraca na swoje dawne miejsce. Tym razem, wraz z kilkunastoma zabrzańskimi biznesmenami tworzącymi spółkę Siltech, zamierza na kopalni zarobić, a ludziom - jak sam mówi - dać pracę. Złośliwi koledzy prezesi z branży w nieoficjalnych rozmowach z "Rz" śmieją się, że pracę poseł na pewno im da, tylko czy razem z płacą?

Kopalnię likwidowano zgodnie z planami reformy górnictwa, której głównym założeniem było ograniczenie nadmiaru węgla na rynku, a to wiązało się z zatrzymaniem nierentownego wydobycia. Czy zatem uruchamianie Jadwigi można uznać za początek odchodzenia od przyjętych założeń? Jeśli tak, to na razie, na szczęście, na małą skalę.

Poseł chętnie oprowadza gości po terenie kopalni i jakby nie dostrzega, że wszystko wokół sprawia wrażenie podupadających ruin. Niektóre budynki zostały wprawdzie zajęte przez niewielkie firmy, ale nie stać ich widać na zadbanie o mury albo nie jest to dla nich ważne. Po ogromnym, zburzonym już, zakładzie przeróbki węgla pozostały resztki nie wywiezionych cegieł i wielki, kilkunastometrowej głębokości dół, długi na kilkaset metrów. Kiedy idziemy wzdłuż tej pełnej gruzu dziury w ziemi, poseł Chojnacki, z nieodłączną i wiecznie dzwoniąca komórką przy uchu, wpada nagle na pomysł, że można by w tym wielkim dole zrobić staw rybny. Wypełnić go wodą pompowaną wciąż z kopalni, bo przecież czysta, i można byłoby zrobić świetny interes. Na razie jednak zajmuje się Jadwigą, więc karpie zostawia na później.

Były straty

- Kiedy jeszcze w 1994 roku miała być likwidowana Kopalnia Pstrowski, zaproponowaliśmy, żeby wyodrębnić tylko zakład wydobywczy. Bez stadionów, bez mieszkań; chcieliśmy zachować samo tylko wydobycie. Wtedy powstała Jadwiga, nazwana Zakładem Surowców Mineralnych. I nie najgorzej to szło. W latach 1996 i 1997 była to działalność dochodowa. Później zaczęły się kłopoty. Ale już na koniec 1998 r. wyszliśmy ze strat - mówi poseł Chojnacki.

Zupełnie co innego wynika z danych. W 1996 roku Kopalnia Jadwiga rzeczywiście przyniosła zysk rzędu 146 tys. zł. W następnym roku już stratę 426 tys. zł, w kolejnym, 1998 r., strata wzrosła do ponad 23 mln zł. W roku, w którym Chojnackiego odwołano ze stanowiska prezesa, strata wyniosła ponad 19,6 mln zł. W kolejnych latach nadal rosła, do 34 mln zł. I wtedy zdecydowano, że kopalnię czas zamknąć. Na jej likwidację, według Spółki Restrukturyzacji Kopalń, wydano 22,2 mln zł.

Pod specjalną ochroną?

- Jadwiga miała 17 lat żywotności i nie powinno się jej likwidować - upiera się poseł Chojnacki.

Była najgłębszą kopalnią w Polsce. Chodniki drążono już na głębokości 1230 metrów, a pokłady wybierano na 1160 metrach. To bardzo głęboko. Wysoka temperatura, zagrożenia, dlatego wydobycie było bardzo kosztowne. Chojnacki wiedział o tym doskonale, szukał więc pokładów płytszych. Znalazł się taki na głębokości 380 m. Leży w tak zwanym filarze ochronnym. Zgodnie ze sztuką górniczą, filar ochronny ustanawia się po to, aby chronić obiekty, które znajdują się na powierzchni. Bywa, że są to duże osiedla, kościoły czy inne duże budowle. - Czy można więc w zlikwidowanej kopalni eksploatować węgiel z filara ochronnego? - pytam posła.

- Kopalnia projektowana była w zupełnie innych warunkach, kiedy nad wytyczonym filarem ochronnym stało kilka szybów. Dzisiaj pozostały dwa, poza tym projektowano filar przy wybieraniu węgla w pokładach na 800 metrach głębokości, a my będziemy wybierać na 380 metrach, a więc jest to inny zasięg - tłumaczy poseł.

Strefa ochronna obowiązuje do 400 metrów głębokości, Siltech liczy więc, że pokład na 380 metrach uda się z niej wyłączyć.

Nie zamierzają wydobywać węgla na zawał (wybrane nie obudowane chodniki pozostawia się puste, po czym "zawalają się" same), jak to się zwykle robi w polskich kopalniach, lecz na podsadzkę. Będą je więc wypełniać np. piaskiem. Dla środowiska, czyli powierzchni nad pokładem to znacznie lepiej, bo nie grozi to odkształceniami, zapadliskami. Węgiel wydobywany będzie kombajnem chodnikowym, nie będzie się umacniać chodnika zmechanizowaną obudową (rodzaj stalowych podpór) - może dlatego, że byłoby to zbyt drogie, chociaż poseł tłumaczy, że nie ma takiej potrzeby. Po wybraniu węgla kombajn wycofuje się z komory, po czym wypełnia się ją podsadzką, np. piaskiem. Kombajn będzie wydzierżawiany od producenta.

Ekonomia polityczna

Koncesję na eksploatację pokładów dawnej Kopalni Jadwiga Siltech otrzymał od resortu ochrony środowiska. Poseł Chojnacki udowadnia, że nie ma to nic wspólnego z jego politycznym układami, bo starał się o nią jeszcze za ministrów Steinhoffa i Karbownika. Twierdzi, że uzyskał pozytywną opinię tego ostatniego. Przy bliższym wczytaniu się w tę opinię okazuje się, że wiceminister Karbownik pozytywnie odniósł się do szansy na utworzenie nowych miejsc pracy, z czym trudno się nie zgodzić. Faktem jest natomiast, że Siltech otrzymał koncesję w grudniu ubiegłego roku, a więc w kilka miesięcy po wyborach.

- Wyliczyliśmy, że wszystko będzie opłacalne. Przy wydobyciu 1 tysiąca ton w ciągu doby i 250 tysięcy ton w skali roku zysk brutto powinien wynieść około 2 mln zł rocznie. Wliczając więc wszystkie koszty, wydobycie powinno dawać 8 zł zysku na tonie. Średnia cena 1 tony węgla powinna wynosić ok. 160 zł. Jest nieco wyższa od średniej w polskim górnictwie, jednak trzeba pamiętać - zwraca uwagę poseł - że w Jadwidze będzie się wydobywać najwięcej drogiego węgla grubego, dobrej jakości (będzie stanowił ok. 30 proc. wydobycia), który jest droższy od np. miału węglowego.

Za zupełnie nieuzasadnione poseł Chojnacki uważa posądzenia, jakie pojawiły się ostatnio, że będzie sprzedawać węgiel po zaniżonych cenach. Z punktu widzenia gospodarki i szarego odbiorcy, byłoby to zresztą znakomite. Potężnym spółkom węglowym przydałaby się konkurencja.

Prezesi tych spółek nie będą z niej zadowoleni. Mogą jednak spać spokojnie, bo gdyby nawet poseł Chojnacki sprzedawał węgiel taniej, mało im zaszkodzi, gdyż wydobywać go będzie niewiele.

Tajemnicą handlową pozostają warunki, na jakich Siltech wydzierżawił fragmenty Kopalni Jadwiga, budynki na powierzchni, niezbędne maszyny, zabytkową już maszynę wyciągową, pokłady węgla, jakie zamierza eksploatować. Poseł Chojnacki zapewnia, że Spółka Restrukturyzacji Kopalń robi dobry interes, bo opłaty za dzierżawę przekraczają koszty, jakie ponosiła ona utrzymując nieczynną kopalnię. Musiała płacić podatek od nieruchomości, gruntowy i inne.

Maszyny i urządzenia Siltech organizuje własnym sumptem. Właśnie jest montowany na powierzchni przenośnik taśmowy transportujący węgiel, a jego elementy kupuje się w innych kopalniach. Te urządzenia, leżące na kopalnianym placu, przypominają raczej składnicę złomu, lecz Chojnacki zapewnia, że będą sprawne. Na dole nie będzie ich zresztą dużo. Będzie jeden przenośnik zgrzebłowy, jeden taśmowy i kombajn urabiający. Dopiero kiedy przekopią się do stojącego ok. 150 metrów dalej szybu Gigant, wtedy można będzie wprowadzić kolejny kombajn urabiający.

Drobny biznes, duży apetyt

Udziałowcy Siltechu niechętnie się ujawniają. Woli ich reprezentować poseł Chojnacki. Siltech sp. z o. o. ma dwunastu udziałowców, a sam Chojnacki ma w spółce 14 udziałów (na 84) po 600 zł. Kapitał zakładowy "kopalnianego konsorcjum" wynosi więc nieco ponad 50 tys. zł, a wkład głównego udziałowca można wyliczyć na ok. 8 tysięcy zł.

- Chcemy podnieść kapitał, bo 50 tys. zł wygląda niezbyt poważnie. Mamy zamiar podnieść go co najmniej 10 razy - mówi poseł. - Wtedy będzie wynosił 500 tys. zł.

Jednym z udziałowców jest Przedsiębiorstwo Górniczo-Budowlano-Produkcyjne. W starej kopalni ma warsztat. - Robi konstrukcje stalowe, budowlane, instalacje elektryczne - wyjaśnia poseł.

- Kiedy rozmawiamy z ludźmi, których chcemy zaangażować, tłumaczymy, że zarobimy tyle, ile wypracujemy. Przyjmujemy ich na okres próbny. W pierwszym etapie zamierzamy zatrudnić 150 osób. Dzisiaj, do czasu przekopania się do szybu Gigant, zatrudniamy ok. 60 osób. Potrzeba na to ok. 3-4 miesięcy. Później będziemy przyjmować kolejnych pracowników.

W Zabrzu jest 21 procent bezrobocia, więc dobrze, że jakieś miejsca pracy powstaną. Warto też pamiętać o zbliżających się wyborach samorządowych. Poseł Chojnacki, szef SLD w mieście, zapowiada przejęcie władzy, bo prawica już zbyt długo rządziła i, jak twierdzi, niewiele dla miasta zrobiła.

Otwarcie zlikwidowanej kopalni, obietnica dania ludziom pracy to także znakomity chwyt wyborczy. Poseł pytany o to, czy zamierza ubiegać się o funkcję prezydenta miasta, odpowiada: - To za wczesne pytanie.

Na podjęcie decyzji Chojnacki ma czas do lipca.

Obecny prezydent Zabrza, pytany o to, czy jest zadowolony z otwierania kopalni, odpowiada dyplomatycznie, że zawsze cieszy się, kiedy jest szansa na stworzenie miejsc pracy, nie do niego natomiast należy ocena, czy jest to zgodne z duchem reformy górnictwa.

Faktem jest natomiast, że spółki węglowe wciąż duszą się od nadmiaru węgla. Może jednak przyda się im choć odrobina konkurencji. Sytuacja stałaby się groźna dopiero wtedy, gdyby w ślady posła Chojnackiego zechcieli pójść inni i zaczęli otwierać kolejne zlikwidowane już kopalnie. -


 

"Jadwiga" w rękach posła SLD



Do dzielnicy Zabrza, gdzie mieszczą się biura "Siltechu", dojechać można z centrum miasta tylko jednym autobusem. Kursuje co pół godziny, przynajmniej według rozkładu jazdy. W praktyce bywa różnie. A jednak to tutaj, na peryferiach, gdzie czas zdawać by się mogło zatrzymał się przed ćwierćwieczem, w rzeczywistości wciąż szarej i smutnej, pielgrzymowały w ostatnich miesiącach tysiące ludzi, nieraz z odległych zakątków Śląska. W jakim celu? Ano, jechali za tym, co najważniejsze: aby zdobyć pracę i chleb...
Gruchnęła bowiem wieść gminna, że właśnie tutaj powstanie pierwsza w Polsce prywatna kopalnia. Poszukujących pracy odstrasza wywieszona na drzwiach kartka informująca, że nabór pracowników do nowej kopalni został już wstrzymany. Do drzwi pukają już tylko niepoprawni optymiści, mający mimo wszystko nadzieję, że ich podanie zostanie przyjęte, a oni zostaną wybrani spośród tysięcy chętnych. Praca, i to w górnictwie, gdzie przyjęć nie było od lat, będzie niemal od zaraz, jak zapewnia pomysłodawca i inicjator przedsięwzięcia, poseł SLD Jan Chojnacki.

Trochę historii
ZWSM "Jadwiga", na bazie którego powstaje prywatna kopalnia, był spadkobiercą zlikwidowanej KWK "Pstrowski", która zasłynęła jako najgłębszy i najniebezpieczniejszy zakład górniczy w naszym kraju. 7 lat temu specjaliści orzekli, że "Pstrowski" nie ma ekonomicznej racji bytu. Prezesem ZWSM "Jadwiga" został Jan Chojnacki, który z zabrzańską kopalnią związany był od 1961 roku, a od roku 1993 piastuje godność posła SLD. Zadłużenia zostały na koncie "Pstrowskiego". "Jadwiga" wolna więc była od finansowych zaszłości. Zatrudniała około 900 ludzi i wydobywała około 2.100-2.200 t węgla na dobę. W pierwszym roku wypracowała zysk, ale później wynik był ujemny.
- Jedna ze ścian nam nie wyszła - wspomina Chojnacki. - A nie mieliśmy frontu przygotowawczego do następnych robót. Kiedy "Pstrowskiego" przeznaczono do likwidacji, nikt tam nie chciał już inwestować.
Były prezes ZWSM "Jadwiga" uważa, że kopalnia mogła spokojnie dalej egzystować, wydobywając dzisiaj około 1600 t/d i zatrudniając ok. 400 ludzi, bo ściana, którą ruszył w grudniu 1998 roku, od razu poprawiła wynik.
- Można było odrobić straty, eksploatując węgiel z tej ściany i jednocześnie prowadząc wydobycie w pokładzie 380, do którego teraz mam zamiar wrócić. Decyzje właścicielskie były jednak inne. Nie mogłem się im przeciwstawić i kontynuować prac, a w marcu 1999 roku odwołano mnie z funkcji. Jeżeli więc ktoś mówi, że Chojnacki najpierw kopalnię zlikwidował, żeby ją później kupić za złotówkę, to chcę przypomnieć, że Chojnacki jej nie zlikwidował i Chojnacki jej teraz nie kupił.

Czyja jest "Jadwiga"?
Skoro poseł Chojnacki nie kupił "Jadwigi", do kogo zatem należy zakład i jak doszło do prywatyzacji?
J. Chojnacki opowiada, że po tym, jak jego koncepcja dalszego funkcjonowania "Jadwigi" nie zyskała aprobaty (w 2000 roku ZWSM zaprzestał wydobycia i został postawiony w stan likwidacji), rozpoczął rozmowy w Ministerstwie Gospodarki o koncepcji prywatyzacji.
Po uzyskaniu akceptacji działań prywatyzacyjnych trzeba było znaleźć podmiot gospodarczy, który zajmuje się prowadzeniem działalności górniczej.
- Rozmawiałem ze znajomym, który powiedział mi, że on i jego koledzy mają firmę "Siltech", która nic nie robi, ale jest zarejestrowana. I tak się dogadaliśmy. "Siltech" wydzierżawił więc "Jadwigę".
Firma ma 12 udziałowców, jednym z nich jest poseł Chojnacki.
"Siltech" dysponuje koncesją na 7 lat udzieloną przez Ministerstwo Ochrony Środowiska. Zasoby, jak oceniają udziałowcy, wynoszą około 2 mln ton węgla, co wedłuch ich planów eksploatacyjnych wystarczyłoby właśnie na ten okres.
Na ten temat nie uzyskuję dokładnej informacji. Poseł mówi jedynie, że "Siltech" złożył ofertę właścicielowi i po uzyskaniu koncesji ustalono czynsz dzierżawny na normalnych zasadach.
Na pytanie, ile do tej pory zainwestował w przedsięwzięcie, poseł Chojnacki odpowiedział:
- Na razie 8400 zł, czyli 14 udziałów po 600 zł w "Siltechu". Nie ukrywam, że swoje oszczędności mam zamiar zastawić, biorąc kredyt na firmę. Trudno jednak powiedzieć coś bliższego, bo wszystko jest w stanie organizacyjnym. W tej chwili zbieramy oferty i informacje o cenach interesujących nas materiałów i urządzeń. Udziałowcy też coś od siebie dadzą. Niektórzy kontrahenci chcą wziąć węgiel na przedpłatę. Jakoś więc zwiążemy koniec z końcem. W sumie wyliczyliśmy, że w KWK "Jadwiga" trzeba będzie zainwestować ok. 2,5 mln zł. Ale nie od razu, lecz w okresie około 5 miesięcy, czyli w czasie, w którym zamierzamy dojść do docelowego wydobycia, czyli około 1000 ton na dobę.
"Jadwiga" ma zatrudniać około 150 osób, począwszy od prezesa na górniku przodowym kończąc. Ze skompletowaniem załogi problemów nie będzie. Dotąd do "Siltechu" wpłynęło ponad 3000 podań.
Wyzysku pracowników, zapewnia J. Chojnacki, nie będzie.
A ile będą zarabiać górnicy? J. Chojnacki mówi, że udziałowcy "Siltechu", robiąc obliczenia, przyjmowali wartość pracy na poziomie takim, jak w całym górnictwie, ale dodaje również, że zarobki będą uzależnione od wyników, jakie osiągnie zakład, bo nowy podmiot będzie musiał sam na siebie zarobić, gdyż przecież nie będzie posiadał dotacji.
W sprywatyzowanej "Jadwidze" układ zbiorowy nie będzie obowiązywał.
Godzina "0" już się zbliża. Działalność "Jadwigi" ma zostać zainicjowana za dwa-trzy tygodnie. Formalności są już załatwione, ale dokładnego terminu podać nie sposób, teren jest wciąż zamknięty, otamowany. Trzeba go otworzyć zgodnie z zasadami bezpieczeństwa, przy udziale przedstawicieli Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego. No i pozostaje jeszcze montaż niektórych urządzeń, chociaż nie będą one zbyt skomplikowane.

Pytania i wątpliwości "S"
Wiadomość o inicjatywie prywatnego przedsiębiorstwa KWK "Jadwiga" Sekcja Krajowa Górnictwa Węgla Kamiennego "S" przyjęła z dużym zainteresowaniem, ale też i ze zdziwieniem.
- Jeżeli rzeczywiście mielibyśmy rozmawiać o długotrwałych miejscach pracy, to każda tego typu inicjatywa na Śląsku, kiedy lawinowo narasta ilość bezrobotnych, jest cenna - mówi członek prezydium Rady SKGWK "S" Karol Łużniak. - Wszystkie tego typu inicjatywy są godne zainteresowania i będziemy je popierać. Mamy jednak bardzo dużo wątpliwości. Po pierwsze: na jakich zasadach będzie tworzona kopalnia? Czy działalność kopalni inicjuje się tylko po to, aby wydobyć określoną część złoża i koszty ograniczyć do wydobycia węgla? Wiadomo, że kopalnia to ogromny kombinat. Trzeba do niej wtłaczać powietrze, wypompowywać wodę, utrzymać górotwór, badać metanometrię itd. Czy te działania będzie finansował "Siltech"? Z naszych rozeznań wynika, że podmiot, który chce założyć kopalnię, chciałby jedynie eksploatować węgiel. Jest to co najmniej dziwne w kontekście tego, że ktoś tym majątkiem musi zarządzać, ktoś go utrzymuje i nadal musi utrzymać lub sprzedać. Nie wiemy, kto po zakończeniu eksploatacji sfinansuje likwidację zakładu górniczego na powierzchni i pod ziemią. Chcielibyśmy poznać biznesplan tego przedsięwzięcia. Dlaczego jednym miałoby się opłacać wydobywać węgiel, a innym nie?
Następna sprawa: niepokoi nas to, na jakich warunkach będą tam pracować górnicy. Na jakich warunkach płacy i pracy? Obawiamy się, że w świetle tego, co mówi poseł - nie zostanie im zapewniony odpowiedni poziom wynagrodzeń i zabezpieczeń socjalnych.
Kolejny element ma charakter czysto ekonomiczny. Chcielibyśmy się dowiedzieć, jak wygląda sprawa dzierżawy? Jaka jest jej stawka i jaki majątek będzie obejmować? O tym poseł Chojnacki nie wspomina. Chcielibyśmy też wiedzieć, czy dzierżawione jest samo złoże? Majątkiem zarządza BSRK. Chciałbym wiedzieć, jak wygląda dokładnie podłoże ekonomiczne tego przedsięwzięcia i kto będzie pokrywał jego koszty ekonomiczne? Rozumiem, że ktoś na razie będzie wydobywał węgiel (jakąś jego kostkę wyeksploatuje). Czy będzie się zajmował również podsadzeniem tej części wydobytego węgla, czy będzie płacił za szkody górnicze, które powstaną na powierzchni po tej eksploatacji? Te sprawy nas mocno niepokoją. Nie wspomniałem jeszcze o jednej ważnej rzeczy. Pan Chojnacki i jego znajomi, którzy chcą założyć firmę, mówią, że węgiel już sprzedali. A ja pytam: komu, skoro na rynku węgiel, i to dobry, występuje w nadmiarze. Czy dodatkowy węgiel nie spowoduje rozregulowania rynku tego surowca? Za ile ten węgiel będzie sprzedawany? Czy nie uzyska się konkurencyjnej ceny kosztem ograniczenia obiektów, które się bierze w użyczenie? Czy nie odbędzie się to kosztem bezpieczeństwa pracy górników?
Na polski rynek wejdzie kolejna partia węgla, którego nie sprzeda inna kopalnia, bo podobno węgla na polskim rynku mamy w nadmiarze. W związku z tym pytam: kto kupi ten węgiel? Za jaką cenę i dlaczego natychmiast na pniu? Domyślam się, że chodzi o cenę. Dlaczego więc cena będzie konkurencyjna w stosunku do innego węgla? W jaki sposób się to osiągnie? Dopiero kiedy poznamy do końca odpowiedzi na te wszystkie pytania, będziemy mogli powiedzieć, że inicjatywa jest szlachetna. Nie znając odpowiedzi na szereg wątpliwości, zastanawiamy się, czy nie są to przypadkiem decyzje polityczne, żeby nie mówić o kolejnej górniczej aferze...
 


Das Arschloch Vincenty Pstrowski - Oszust, Kanciarz
(Er war ein Betrüger, es war reine Propaganda, die dazu dienen sollte, die Arbeiter noch mehr auszupressen

Towarzysze rębacze

Okoliczni mieszkańcy wspominają, jak Jadwiga zmieniała nazwę na Pstrowski. Pstrowski był pierwszym polskim bohaterem pracy socjalistycznej. 27 lipca 1947 r. zainicjował współzawodnictwo pracy. W liście otwartym, który ukazał się tego dnia w prasie i adresowany był do polskich górników, napisał: "Od maja ub. roku pracuję jako rębacz na kopalni Jadwiga w Zabrzu. W lutym wykonałem normę 240 proc., wyrąbując 72,5 m chodnika. W kwietniu wykonałem normę 293 proc., wyrąbując 85 m chodnika, a w maju dałem 270 proc., wyrąbując 78 m chodnika. Wzywam do współzawodnictwa towarzyszy rębaczy z innych kopalń. Kto wyrąbie więcej ode mnie?".

Pod koniec 1947 r. ponad 3 tys. górników przekroczyło 180 proc. normy. Na Barbórkę prezydent Bierut odznaczył Pstrowskiego Krzyżem Orderu Odrodzenia Polski. Wkrótce okazało się, że Pstrowski jest chory na białaczkę.

Zmarł 27 kwietnia 1948 r. Kopalnia Jadwiga, w której pracował, została przemianowana na kopalnię Pstrowski. Jakie będzie miała teraz imię? Nie wiadomo. Wiadomo tylko, że powrotu do socjalizmu nie będzie. W nowej Jadwidze ma być kapitalizm. I nie ma szans na 293 proc. normy. Obecne będą tak ustalone, że nie da się ich przekraczać.

W lipcu 2000 roku pracownicy Jadwigi ze wzruszeniem patrzyli na ostatnią tonę węgla wydobytą w ich kopalni. Niektórzy brali sobie bryłkę na pamiątkę

Chojnacki nie wie, czy ktoś z żegnających wtedy Jadwigę znów do niej wróci.


Rozmowa z posłem Janem Chojnackim, pomysłodawcą przedsięwzięcia powołania
pierwszej polskiej prywatnej kopalni węgla kamiennego „Siltech” w Zabrzu.

- Od kilu lat mówiono o prywatyzacji górnictwa, ale też przypuszczano, że szansę na to mają najbardziej dochodowe kopalnie, czyli lubelska „Bogdanka” i „Budryk” w Ornontowicach. Nikt nie spodziewał się, że powstanie prywatna kopalnia w Zabrzu na obszarze byłej kopalni „Pstrowski”, konkretnie zaś w Zakładzie Wydobywczym Surowców Mineralnych „Jadwiga”. Pan kierował nim w latach 1994 -1999. Zamknięto go w 2000 roku ze względu na wysokie koszty eksploatacji. Czy nie była to pochopna decyzja skoro teraz wydobycie tam jest opłacalne?

- Ja tą kopalnię znam dłużej niż kilka lat. Przyjechałem tutaj w 1961 roku z małej miejscowości pod Łodzią, do Zasadniczej Szkoły Górniczej przy kopalni, bo nie trzeba było ponosić kosztów związanych ze szkołą i internatem. Rozpoczynałem pracę jako ślusarz dołowy, potem ukończyłem technikum i studia na Politechnice Śl. ( Wydział Górnictwa, kierunek - mechanizacja). Przeszedłem wszystkie szczeble kariery zawodowej.
Doskonale pamiętam- w ramach ówczesnej restrukturyzacji górnictwa - historię KWK „Pstrowski” powstałej z pięciu samodzielnych kopalń, z siedzibą na byłym polu „Rokitnica”. Wtedy likwidowano infrastrukturę na powierzchni, wykonywano dołowe połączenia, dzięki którym można było ograniczyć koszty, zczerpywało się zasoby z poszczególnych pól. Dodam, że wcześniejsze plany, dokumenty, opracowania wcale nie zapowiadały zmierzchu tej kopalni. Decyzja o jej likwidacji przyszła w 1993 roku, a zaprzestano wydobycia - 30 czerwca 1994 roku. W akcję obrony kopalni włączyły się organizacje związkowe, ja również wspomagałem tę inicjatywę. Przygotowaliśmy założenia techniczno - ekonomiczne z wnikliwymi analizami, z których wynikało, że warto jeszcze coś robić na tej kopalni. W efekcie wydobycie przedłużono do grudnia 1995 roku a na zrestrukturyzowanej powierzchni pracuje w rozmaitych firmach około 2.000 ludzi, a zatem jest o tyle bezrobotnych mniej. W ramach tej restrukturyzacji na obszarze 11 km ( kopalnia „Pstrowski” miała obszar górniczy powyżej 68 km) powstał Zakład Wydobywczy Surowców Mineralnych „Jadwiga”, który miał działać około 20 lat i wydobywać około 2.500 ton potem sukcesywnie zmniejszanych do 1.500 ton w 2002 roku. Warunki nie były łatwe, bo to najgłębsza w Polsce kopalnia, gdzie chodniki przodków wydobywczych są na głębokości 1.230 m. Przetrwaliśmy do końca 1998 roku.
Podkreślam , że „Jadwiga” - gdy chodzi o wydajność na jednego zatrudnionego - była w czołówce polskich kopalń! Nie ponoszę odpowiedzialności za to, że ją zamknięto. W 1999 roku gdy przygotowywano biznesplan Bytomskiej Spółki Węglowej określono, że „Jadwiga” będzie działała przez 17 lat. Stało się inaczej, być może ... za mało kopalń było do likwidacji. Mimo naszych zasadnych argumentacji podjęto inne decyzje. Zostałem odwołany z funkcji w marcu 1999 roku. Potem, mimo że uzbrojono ścianę, która dopiero w 1/3 dokonała swojego wybiegu, a perspektywy dalszego wydobycia były korzystne, zgodnie z decyzją władz 30 czerwca 2000 roku zaprzestano wydobycia. Uważam tę decyzję za pochopną, bo wystarczyło tylko niewielkie doinwestowanie, a byłaby to najlepsza kopalnia w polskim górnictwie.

- Czy teraz stara się Pan wraz z spółką „Siltech” to udowodnić ?
- Jeszcze w 2000 roku przekonałem do mojego projektu przedstawicieli ministerstw skarbu i gospodarki. Przygotowywaliśmy od nowa niezbędne dokumenty, które zostały skasowane kiedy kopalnię likwidowano. Nim uzyskaliśmy koncesję na wydobycie trzeba było mieć zgodę właściciela, czyli Bytomskiej Spółki Restrukturyzacji. Udzieliła nam gwarancji na wydzierżawienie ( za opłatą) potrzebnej do wydobycia części infrastruktury. Od ministrów środowiska i gospodarki uzyskaliśmy koncesję na użytkowanie górnicze oraz zatwierdzenie projektu zagospodarowania złoża Posiadamy niezbędną dokumentację dla Okręgowego Urzędu Górniczego w Gliwicach, który - mamy nadzieję - niedługo zaakceptuje plan rozruchu kopalni. Wiele firm przeprowadziło ekspertyzy dotyczące perspektyw tego przedsięwzięcia. Przytoczę tylko jedną, z GIG-u, opracowaną w 1997 roku. Wynika z niej, że przy 50-procentowej eksploatacji złoża na polu „Biskupice”, zysk wyniesie około 50 milionów zł, co jak na 10-letnią eksploatację jest całkiem niezłym wynikiem.

- Kto należy do spółki „Siltech” ?
- Tworzą ją osoby związane z byłą kopalnią „Pstrowski”. Naszymi udziałowcami zaś są liczące się w branży firmy, dzięki którym możemy wydzierżawić niezbędne nam maszyny i urządzenia. W przeciwnym przypadku, gdybyśmy je kupowali, koszty inwestycji byłyby znacznie wyższe. My chcemy wydać powyżej 2 mln zł, które powinny wystarczyć do tego aby, rozpocząć wydobycie. Z budżetu państwa nie otrzymujemy nawet złotówki, mimo tego, że przyczyniamy się w znaczący sposób do zmniejszenia bezrobocia, które na terenie Zabrza i Bytomia przekroczyło już 20 %.

- Ile osób znajdzie tutaj pracę?
- W pierwszym etapie, gdy wydobycie będzie wynosiło 250 ton zatrudnienie znajdzie tutaj 50 osób, natomiast za 3,4 miesiące - 250 osób, wtedy będziemy wydobywać 1.000 ton na dobę. Chcemy wybierać węgiel trochę innymi technikami i technologiami, dostosowanymi do istniejących warunków. Sukcesywnie będziemy także uruchamiać kolejne przodki, w których na pewno nie będziemy stosować wielkich kompleksów zmechanizowanych. Te miejsca pracy, które tworzymy muszą na siebie zarobić, przecież nie mamy pieniędzy z budżetu, a musimy wnieść opłaty do ZUS-u, Urzędu Skarbowego czy zapłacić dostawcom materiałów. Już w tej chwili mamy około 1000 podań z prośbą o przyjęcie do pracy. Kierujemy się tym aby zatrudniać ludzi, którzy pracowali w górnictwie, mają odpowiednie kwalifikacje, nie korzystali z Górniczego Pakietu Socjalnego.
Kompletujemy załogę. Uważam, że należałoby się zastanowić także nad tymi, którzy wzięli jednorazowo odprawę z Górniczego Pakietu Socjalnego. Fakt podjęcia przez nich pewnej kwoty (50 tys. zł brutto, po odtrąceniu podatków około 36 tys. zł) nie zwalnia państwa od odpowiedzialności za nich, tym bardziej, że nie wszystkim udało się założyć własną firmę a większość jednak przeszła potem na zasiłek dla bezrobotnych. Niektórzy chętnie wróciliby do pracy pod ziemią. Tym bardziej, że w górnictwie brakuje kadr. Tylko należałoby zmienić wtedy funkcjonującą obecnie ustawę i uchylić zakaz przyjmowania takich pracowników. Podobnie osoby, które są na urlopach górniczych, a chciałyby z nich zrezygnować powinny mieć taką szansę. Zarobki w firmie będą uzależnione do wyników finansowych, podobne jak w innych kopalniach a niewykluczone, że nawet wyższe.

- Jaki węgiel będziecie wydobywać i gdzie będzie sprzedawany?
- Mamy bardzo dobry węgiel energetyczny o świetnych parametrach : kaloryczność do 30 tysięcy, zawartość popiołu w granicach 8, siarki zaś : 0,6 czy 0,7.Cena podobna do tej z okolicznych kopalń. Liczymy na indywidualnych klientów, a pewne zainteresowanie już jest widoczne.

- Czy uważa Pan, że jest to metoda do naśladowania w przypadku innych kopalń, które kiedyś uznano za nierentowne i zamknięto ?
- W innych kopalniach, które zlikwidowano, też są złoża, które można by jeszcze wykorzystać i wznowić wydobycie, a przez to dać zatrudnienie sporej grupie osób. Trzeba szanować nasze zasoby, a jeżeli już naprawdę kopalnię trzeba zamykać bo się wydobycie nie opłaca to dokładnie trzeba przeanalizować i rozważyć czy nie opłaca się utworzyć jakiegoś małego, wydobywczego zakładu. Mamy przecież sporo ludzi z inicjatywą, problem tylko w finansach. Ale właściciele takiego przedsięwzięcia (o ile gwarantują to swoim majątkiem) zawsze mogą liczyć na kredyt bankowy, którego nie otrzymają państwowe firmy. A małe firmy zajmujące się wydobyciem mogą z powodzeniem współpracować z wielkimi kopalniami. Tym bardziej, że stosują tańsze metody eksploatacji czyli np. system krótkich ścian nie wyposażonych w zmechanizowane obudowy, czy też wydobycie w filarze ochronnym szybu co wpływa na obniżenie kosztów transportu urobku.

Dziękuję za rozmowę.